Ścieżki (drogi) na koronie nowych wałów będą uwzględnione w powstającej sieci ścieżek rowerowych w naszej okolicy. Pracuje nad tym wiceburmistrz Piotr Stajszczyk. Kamil, pisząc swój komentarz, zapewne miał na myśli, że „nowe wały”, czyli „nowe przekręty (afery)”, oczywiście w przenośni i żartobliwie :-) A tak swoją drogą, to przyznać trzeba, że wygląda to wszystko bardzo atrakcyjnie.
Hehe, tak – Kamil potrafi złapać za słowo :D Faktycznie, dopiero teraz do mnie dotarło jak dwuznacznie brzmi ten tytuł :) Nic złego nie miałem na myśli, bo wały (przeciwpowodziowe ;) ) bardzo mi się podobają :)
Mi również się bardzo podobają. Zapewne będę miał możliwość odwiedzić je jeszcze przed mrozami. Wiosną wspaniałe możliwości podziwiania rodzimej przyrody z korony wałów. Uczta dla duszy :-) Jestem pewien, że ludzie będą masowo korzystali z tej możliwości.
Dobry żart, ale przyznam, że faktycznie zbocze nowego wału jest bezpiecznym sto(cz)kiem dla saneczek z maleństwem. Z pewnością nieraz zobaczymy, ze ludzie wpadli na ten sam pomysł co Ty, Wojtku :-) Nowe wały (przeciwpowodziowe) robią wrażenie, przynajmniej na mnie. W dzieciństwie najczęściej korzystaliśmy z nasypu wiaduktu kolejowego. Wówczas jeszcze ten nasyp nie był porośnięty chaszczami i różnymi samosiejkami. Niemal każde zbocze było zadbane. Wiele osób w okolicy hodowało krówkę – żywicielkę, a zbocza dostarczały świetnej trawy na siano. Z czasem „żywicielki” zostały zjedzone przez swoich właścicieli :-( i nie ma komu utrzymywać tych mini stoków w należytym stanie. W okresie letnim świetną zabawą było „katulanie” się z nasypu. Kładliśmy się wzdłuż i staczaliśmy niczym kłoda drewna w dół. Niestety zabawa nasza bardzo nie podobała się ludziom użytkującym stoki. Powodem było tratowanie trawy, która w następstwie zabawy nie dawała się dobrze kosić. Bardziej krewcy chodzili na skargę do rodziców, niekiedy nawet do szkoły. A wtedy to już manto było pewne :-)
Z wałów (przeciwpowodziowych ;) ) też jestem bardzo zadowolony :) Cieszę się, że mogę sobie porównać czasy „przed i po”… Na pewno jest to zmiana na lepsze.
Dziękuję za Twój komentarz :) Natomiast ja bardzo miło wspominam skakanie po „górach perzu” (tuż przy torach), które utworzyli nowi właściciele działek (za ul. Hirszfelda). Miałem wtedy 8 lat, ale pamiętam, że perz był bardzo miękki niczym siano i bez porównania wygodniej się na nim lądowało niż np. na słomie :)
Co do zwierząt – polecam Ci spacer po nowych wałach między ul. Kukułczą a ul. Kolonijną – możesz spotkać tam pokaźne stado baranów/owiec/kóz! A jak będziesz miał szczęście to i kilka koni podjadających trawę z wałów :)
— WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE — Zdjęcia oraz inne treści nie mogą być powielane w żadnej formie bez wyraźnej zgody właściciela praw autorskich, wyrażonej na piśmie.
Pięknie wyszło nowe wały :)
Ostatnio moje ulubione miejsce do spacerowania ;)
Ścieżki (drogi) na koronie nowych wałów będą uwzględnione w powstającej sieci ścieżek rowerowych w naszej okolicy. Pracuje nad tym wiceburmistrz Piotr Stajszczyk. Kamil, pisząc swój komentarz, zapewne miał na myśli, że „nowe wały”, czyli „nowe przekręty (afery)”, oczywiście w przenośni i żartobliwie :-) A tak swoją drogą, to przyznać trzeba, że wygląda to wszystko bardzo atrakcyjnie.
Hehe, tak – Kamil potrafi złapać za słowo :D Faktycznie, dopiero teraz do mnie dotarło jak dwuznacznie brzmi ten tytuł :) Nic złego nie miałem na myśli, bo wały (przeciwpowodziowe ;) ) bardzo mi się podobają :)
Mi również się bardzo podobają. Zapewne będę miał możliwość odwiedzić je jeszcze przed mrozami. Wiosną wspaniałe możliwości podziwiania rodzimej przyrody z korony wałów. Uczta dla duszy :-) Jestem pewien, że ludzie będą masowo korzystali z tej możliwości.
Jacku – jak nie zdążysz przed mrozami to i w zimie będzie fajnie na sankach tam zjeżdżać ;)
Dobry żart, ale przyznam, że faktycznie zbocze nowego wału jest bezpiecznym sto(cz)kiem dla saneczek z maleństwem. Z pewnością nieraz zobaczymy, ze ludzie wpadli na ten sam pomysł co Ty, Wojtku :-) Nowe wały (przeciwpowodziowe) robią wrażenie, przynajmniej na mnie. W dzieciństwie najczęściej korzystaliśmy z nasypu wiaduktu kolejowego. Wówczas jeszcze ten nasyp nie był porośnięty chaszczami i różnymi samosiejkami. Niemal każde zbocze było zadbane. Wiele osób w okolicy hodowało krówkę – żywicielkę, a zbocza dostarczały świetnej trawy na siano. Z czasem „żywicielki” zostały zjedzone przez swoich właścicieli :-( i nie ma komu utrzymywać tych mini stoków w należytym stanie. W okresie letnim świetną zabawą było „katulanie” się z nasypu. Kładliśmy się wzdłuż i staczaliśmy niczym kłoda drewna w dół. Niestety zabawa nasza bardzo nie podobała się ludziom użytkującym stoki. Powodem było tratowanie trawy, która w następstwie zabawy nie dawała się dobrze kosić. Bardziej krewcy chodzili na skargę do rodziców, niekiedy nawet do szkoły. A wtedy to już manto było pewne :-)
Jacku: „dobry żart tynfa wart” ;)
Z wałów (przeciwpowodziowych ;) ) też jestem bardzo zadowolony :) Cieszę się, że mogę sobie porównać czasy „przed i po”… Na pewno jest to zmiana na lepsze.
Dziękuję za Twój komentarz :) Natomiast ja bardzo miło wspominam skakanie po „górach perzu” (tuż przy torach), które utworzyli nowi właściciele działek (za ul. Hirszfelda). Miałem wtedy 8 lat, ale pamiętam, że perz był bardzo miękki niczym siano i bez porównania wygodniej się na nim lądowało niż np. na słomie :)
Co do zwierząt – polecam Ci spacer po nowych wałach między ul. Kukułczą a ul. Kolonijną – możesz spotkać tam pokaźne stado baranów/owiec/kóz! A jak będziesz miał szczęście to i kilka koni podjadających trawę z wałów :)